Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Dariusz Wyka: Świetnie czujemy się w roli „underdoga”

Dariusz Wyka: Świetnie czujemy się w roli „underdoga”

fot. Marcin Bodziachowski/Legia

Legia Warszawa dokonała w tym sezonie wielkiej rzeczy. Zespół prowadzony przez trenera Wojciecha Kamińskiego jest już w najlepszej „czwórce” Energa Basket Ligi. – Ostrów ma bardzo rozszerzony system gry. Skupiliśmy się na ich taktyce. Wszystkiego i tak nie da się nauczyć, ale staraliśmy się przyswoić jak najwięcej wiedzy. Na pewne rzeczy nie możemy im pozwolić. Nie zdradzę naszego planu na mecz. Mam tylko nadzieję, że się powiedzie – mówi gracz Legii, Dariusz Wyka.

Dociera do ciebie to, co już osiągnęliście? Warszawa czekała 47 lat na ten półfinał.



Dariusz Wyka: – Powiem szczerze, że przed sezonem chyba nikt się nie spodziewał, że coś takiego może się wydarzyć. Kuba Karolak przegrał zakład z żoną. Po naszym awansie do półfinału miał zafarbować włosy na zielono, ale ostatecznie tego nie zrobił. Stwierdził, że niezbyt dobrze by wyglądał (śmiech). Po 47 latach Legia odniosła wielki sukces, a to tylko i wyłącznie nasza zasługa. Zawodników, trenerów, ale też zarządu i wszystkich pracowników. Cieszymy się, ale nasz zachwyt już chyba minął. Chcemy więcej!

W trakcie sezonu często mówiło się, że może nie mieliście największego budżetu i nazwisk, ale byliście drużyną i wielkim kolektywem.

– Możemy śmiało nazwać się drużyną przed wielkie „D”. To, co każdy z nas codziennie wnosi do tego zespołu, jest niesamowite.

Wróćmy jeszcze na moment do rywalizacji ze Szczecinem. King mocno was zdenerwował ostatnim meczem sezonu zasadniczego? Widać było ogromną motywację i chęć zwycięstwa. Zasłużenie awansowaliście do półfinału.

– Wydaje mnie się, że tak. Kilku zawodników miało u nich koronawirusa, ale Szczecin mógł wysłać kilku graczy z pierwszego składu. Nie chcieli, więc my graliśmy normalnie. To nas mocno zmotywowało, bo skoro tak sobie pogrywali, to po prostu nas nie szanują. Mieliśmy to w głowach. Walczyliśmy o każdą piłkę. Nasza determinacja była ogromna i pozwoliła na zwycięstwo 3:1.

Nie byliście faworytem w starciu z Kingiem. Również w półfinale to rywal musi, wy możecie. Taka rola chyba wam pasuje?

– Oczywiście. Każdy mówił, że sukcesem będzie awans do play-off. My jesteśmy już w półfinale. Jak widać, piłka wciąż jest w grze, a koszykówka to bardzo nieprzewidywalny sport. Stawiamy na siebie. Wiemy, co mamy robić. Świetnie czujemy się w roli „underdoga”. Niech to trwa jak najdłużej.

Nikt na was nie stawia, ale wszyscy szanują. Trener Igor Milicić powiedział, że wolałby zagrać ze Szczecinem.

– Nie słyszałem tych słów. Moim zdaniem to trochę gra psychologiczna. Życie przynosi różne scenariusze. Niebawem się okaże, co byłoby dla kogo lepsze. Seria półfinałowa odpowie na wszystkie pytania.

Mieliście kilka dni na spokojne przygotowanie się do półfinałów. Jak wykorzystaliście ten czas?

– Ostrów ma bardzo rozszerzony system gry. Skupiliśmy się na ich taktyce. Wszystkiego i tak nie da się nauczyć, ale staraliśmy się przyswoić jak najwięcej wiedzy. Na pewne rzeczy nie możemy im pozwolić. Nie zdradzę naszego planu na mecz. Mam tylko nadzieję, że się powiedzie. Chciałbym, aby ta seria przyniosła wszystkim sporo emocji. Liczę na 3:2 dla nas!

Kluczem do sukcesu może być zatrzymanie Chrisa Smitha?

– Dokładnie. Rywale mają wielu świetnych strzelców. Ważne będą też ponowienia na atakowanej desce. Jeżeli damy sobie zebrać bardzo dużo piłek w ataku, to możemy tylko pomarzyć o zwycięstwie. Kluczowe będą również zbiórki. Piłka musi pozostać w naszych rękach.

Wy i Zastal jesteście najbardziej pokrzywdzeni przez rywalizację w „bańce”. Twoim zdaniem to był dobry pomysł?

– Staram się nie patrzeć, czy to dom czy wyjazd. Zgodzę się, że my i Zielona Góra jesteśmy najbardziej poszkodowani. W swojej hali gra się zdecydowanie lepiej. Własne „mury”, kosze i cały dzień meczowy pomagają. W dobie pandemii liga zorganizowała „bańkę”. Moim zdaniem powinna być ona rozegrana na neutralnym terenie. Nie jest i teraz można tylko o tym dyskutować. Trzeba wyjść, walczyć i dać z siebie tyle, ile potrafimy. Zobaczymy, co się stanie, jak na przykład Ostrów przegra dwa mecze z rzędu. Wtedy może zdarzyć się wszystko i własna hala nie będzie już tak istotna.

Dla was to nowa sytuacja, bo jeszcze nie uczestniczyliście w czymś takim. Skoszarowanie w hotelu i myślenie tylko o koszykówce może wyjść na dobre?

– Nasz sztab dba o to, żebyśmy się nie nudzili w hotelu. Staramy się nie zajmować głów jedynie koszykówką. Spędzamy czas razem. Mamy gry i zabawy, żeby też odciążyć mózg od nieustannego myślenia o grze. Możemy pogadać ze sobą, zastanowić się nad pewnymi zagrywkami, przeanalizować nieudane akcje. Wszystko ma swoje plusy.

Awans do półfinału i walka o medale to jeden z ważniejszych momentów w twojej karierze?

– Oczywiście. Do półfinału dostaje się 48 najlepszych graczy sezonu. Chyba każdy chciałby być na naszym i moim miejscu. To wyjątkowy czas. Mam nadzieję, że potrwa on jak najdłużej. Jestem podekscytowany tym, co nas czeka w Ostrowie.

Zastal czy Śląsk? Kto będzie górą w drugiej parze?

– Jednak Zastal. To klasowa i ograna drużyna. Liga VTB daje im dużą pewność siebie. Awansowali tam przecież do najlepszej „ósemki”. Moim zdaniem zielonogórzanie wygrają serię 3:1.

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-04-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved