Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Coraz więcej Polaków gra w ligach zagranicznych

Coraz więcej Polaków gra w ligach zagranicznych

fot. euroleague.net

Liczba polskich koszykarzy w dobrych ligach europejskich rośnie i już nie można ich policzyć na palcach jednej ręki. Wszyscy zakończyli występy w sezonie 2020/2021.

W pierwszej dekadzie XXI wieku poza Polską grali pojedynczy koszykarze, a ich wyjazdy były dużym wydarzeniem i ewenementem. Michał Ignerski, Szymon Szewczyk i Maciej Lampe zrobili duże kariery w Europie, ale niewielu garnęło się, by spróbować pójść w ich ślady. Zdarzali się zawodnicy występujący po sąsiedzku w Czechach, Słowacji czy na Ukrainie, ale to ligi przeciętne i słabsze od polskiej. Sytuacja zaczęła się zmieniać kilka lat temu i obecnie w reprezentacji Polski przygotowującej się do kwalifikacji olimpijskich jest tylko trzech zawodników, którzy jeszcze nigdy nie grali poza ojczyzną: Łukasz Kolenda, Jakub Garbacz i Aleksander Dziewa. W finalnym składzie kadry na turniej w Kownie zabraknie natomiast koszykarzy, którzy w sezonie 2020/2021 występowali w dobrych ligach zagranicznych i radzili sobie całkiem przyzwoicie.



W najmocniejszej w Europie krajowej hiszpańskiej Liga Endesa oglądaliśmy w ostatnich miesiącach pięciu zawodników posiadających paszport z orzełkiem – naturalizowanego A.J. Slaughtera, ale także Aleksandra Balcerowskiego, Adama Waczyńskiego, Tomasza Gielo (kontuzji raczej wykluczy go z kadry) i Jarosława Zyskowskiego. Na razie nie wiadomo, czy ten stan pozostanie aktualny, bo ważną umowę na kolejny sezon mają tylko Slaughter i Balcerowski w klubie z Gran Canarii. 21-latek był wybrany Wschodzącą Gwiazdą (Rising Star) EuroPucharu i zgłosił się do draftu NBA, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że prawdopodobnie się z niego wycofa i nadal będzie grał – oby w jeszcze większej roli – w ekipie z Wysp Kanaryjskich. Zagadką jest sytuacja Waczyńskiego, bo Unicaja Malaga ma czas do końca czerwca, by za odpowiednią opłatą zrezygnować z kolejnego roku jego kontraktu. Hiszpańskie media podawały, że to praktycznie pewne, ale jeszcze się nie wydarzyło.

Michał Michalak co prawda grał tylko w zespole Mitteldeutscher BC z dołu tabeli Bundesligi, ale może być chyba najbardziej zadowolony, bo został jej królem strzelców i zasłużył na przenosiny do dużo mocniejszych EWE Baskets Oldenburg. Oprócz niego w lidze niemieckiej pokazał się w kilku epizodach 19-letni Igor Milicić junior, który większość czasu spędził w trzecioligowych rezerwach Ratiopharmu Ulm. Grał w nich także rok młodszy od kolegi Jeremy Sochan. Obaj od nowego sezonu przenoszą się do akademickiej NCAA w USA – Milicić do uczelni Virginia, a Sochan do Baylor.

Największą renomę w Europie i na świecie z grona polskich koszykarzy ma Mateusz Ponitka, kapitan Zenita Petersburg, ćwierćfinalisty Euroligi. Może żałować, że kontuzja wykluczyła go z końcówki sezonu, ale właśnie przedłużył kontrakt o trzy lata, więc będzie mógł nadrobić stracony czas. W wyłaniającej mistrza Rosji lidze VTB będzie nadal grał także jego brat Marcel, który w połowie rozgrywek przeniósł się do Parmy Perm z Zastalu Zielona Góra. W trakcie sezonu pracodawców zmieniali także Michał Sokołowski (i to dwukrotnie), Maciej Lampe i Jakub Wojciechowski.

Sokołowski we wrześniu był graczem Legii Warszawa i czekał na oferty zagraniczne, by wreszcie spróbować sił w innej lidze. Trafił do włoskiego DeLonghi Treviso Basket, a po wyeliminowaniu z play-off skorzystał z oferty izraelskiego Hapoelu Holon. W Winner League jednak nie zostanie, wraca do Włoch. W Treviso podpisał nowy kontrakt na dwa lata, jego kolegą już nie będzie natomiast naturalizowany w Polsce weteran David Logan. Jakub Wojciechowski natomiast niespodziewanie trafił z drugiej ligi włoskiej do topowego klubu z Mediolanu – chodziło o to, że zespół potrzebował gracza ze statusem miejscowego, a 31-latek takowy posiada.

Lampe zaczął sezon dopiero w styczniu w Kingu Szczecin, a finiszował w Limoges. Liga francuska z powodu ograniczeń spowodowanych pandemią koronawirusa miała wiele przerw i kończyła rundę zasadniczą w pośpiechu dopiero 15 czerwca. Mistrza dopiero wyłoni, ale bez udziału drużyn Polaków – oprócz Lampego był tam także Mathieu Wojciechowski (zbieżność nazwisk z Jakubem zapewne przypadkowa) w Le Portel. W drugiej lidze francuskiej w Evreux epizodycznie pojawił się Mateusz Dziemba. A w Holandii w The Hague Royals karierę wznowił przedstawiany przez klub jako „The Polish Demolition” Piotr Pandura mający za sobą kilka sezonów w polskiej elicie w Tarnobrzegu.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved