Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Arkadiusz Miłoszewski: Wierzę w to, co robię i przekazuję zawodnikom

Arkadiusz Miłoszewski: Wierzę w to, co robię i przekazuję zawodnikom

fot. kingwilki.pl

Dotychczas zawsze pełnił rolę asystenta. Współpracował między innymi z Saso Filipovskim, Żanem Tabakiem i Mikiem Taylorem. Teraz Arkadiusz Miłoszewski „poszedł na swoje” i został trenerem Kinga Szczecin. – Gdybym się bał, to nie miałbym prawa tu przyjść. Zebrałem sporo doświadczenia. Przyszedł czas na zmiany – powiedział w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Jak minęły panu pierwsze dni w nowej koszykarskiej rzeczywistości?



Arkadiusz Miłoszewski: Od początku miałem dużo pracy. Wykonałem i odebrałem mnóstwo telefonów. Cały czas coś się dzieje. Agenci nas atakują, bo wiedzą, że szukamy zawodników. Skupiam się przede wszystkim na pracy treningowej. To mi najbardziej odpowiada. Teraz muszę odnaleźć się w nowej roli. Sam przygotowuję i układam treningi, ale mam na tyle doświadczenia, że chyba dobrze sobie z tym radzę.

 Po tym, co zobaczył pan w Szczecinie, jak ma się sprawa ze wzmocnieniami? Są one potrzebne na teraz?

– Natychmiast potrzebujemy nowych zawodników. Mamy dziesięciu koszykarzy, a przy kontuzji Mateusza Bartosza, do grania pozostaje nam „dziewiątka”. Żaden trener nie lubi prowadzić zajęć w tak wąskim gronie. Koszykówka to gra pięć na pięć. Dzięki Tomkowi Gielo, który jest z nami, mogę to przećwiczyć. Jednak on nie będzie grał u nas. Z drugiej strony muszę zobaczyć, czego temu zespołowi najbardziej brakuje. Mam swoje pierwsze przemyślenia, ale potrzebuję jeszcze przynajmniej jednego spotkania. Znalezienie nowego, dobrego gracza nie jest łatwe, bo w tym momencie możliwości są ograniczone. Sezon ruszył i najlepsi mają już nowe kluby. Chcemy podpisać zawodnika, który zrobi różnicę i mocno nam pomoże.

Rozpoczął pan pracę w Szczecinie od zwycięstwa. Dobry początek zawsze wlewa sporo optymizmu w drużynę, która nie zaczęła tego sezonu najlepiej.

– Mam świadomość tego, że przyjście nowego trenera daje wiele nowej energii. Sztuką będzie podtrzymanie dobrej gry, a później kontynuacja. Zespół cały czas musi być agresywny, szczególnie w obronie. To pozwoli wygrywać mecze i pokazywać fajny basket.

Nie bał się pan przyjąć propozycji ze Szczecina? Poprzedni trenerzy raczej nie zagościli tam na długo.

– Gdybym się bał, to nie miałbym prawa tu przyjść. Wierzę w to, co robię i przekazuję zawodnikom. Mam nadzieję, że zostanę tu na dłużej.

Czym prezes Krzysztof Król pana zachęcił? Jak wyglądały wasze rozmowy?

– Prezes Król jest człowiekiem honorowym, który szybko negocjuje w sprawach finansowych. Jednak nie przekonały mnie finanse, lecz bardziej to, że zespół gra w większości krajowymi zawodnikami. W tym momencie tylko Asseco Arka Gdynia ma więcej Polaków w składzie. Znam tych koszykarzy, fajnie trenują i mają charakter. To mi się podoba.

W poprzednich latach zawsze mówiło się, że King to drużyna z dużym potencjałem, która jednak kończyła sezon w pierwszej rundzie fazy play-off. To dla pana dodatkowe wyzwanie, aby w tym sezonie w końcu poprawić ten wynik?

– Jest to spore wyzwanie. Ciężko mi odpowiedzieć, dlaczego wcześniej tak było. Może zdiagnozuję to, będąc już tu na miejscu. Są ambicje, aby zrobić coś więcej. Mam nadzieję, że się uda. Pracujemy ciężko i chcemy osiągnąć dobry wynik. Przed nami jednak jeszcze wiele, aby móc cieszyć się z sukcesu.

Ciężko było po siedmiu latach opuścić Zieloną Górę?

– Oczywiście, że tak, bo nie podejmuje się takich decyzji z dnia na dzień. Życie trenera jest takie, a nie inne i trzeba to zaakceptować. W grę wchodzi przecież też rodzina, która mieszka w Zielonej Górze. Dzieci chodzą tam do szkoły. Najbliżsi wiedzą, że było to ważne dla mojej kariery. Zmiana w tym momencie była wskazana.

Mówiąc wprost: miał pan już dość bycia asystentem?

– To chyba normalna kolej rzeczy. Jeżeli jesteś ambitny, to w pewnym momencie może nie tyle masz dość, ale czekasz na swoją szansę. Mam swoje lata. Nie jestem młodzieniaszkiem, choć oczywiście nie czuję się staro. Zebrałem dużo doświadczenia i to był chyba najlepszy moment.

Najlepszy moment też z tego względu, że będąc asystentem Żana Tabaka dobija się już do „asystenckiego sufitu”?

– Troszkę tak. Trener Tabak zawsze na początku pracy pyta asystentów, czy chcą kiedyś być pierwszymi trenerami. Jemu nie zależy, aby mieć w swoim sztabie „wiecznych asystentów”, a ludzi z ambicjami, którzy będą czuli taktykę i zechcą z nim dyskutować o różnych detalach. To jeszcze bardziej tchnęło mnie do tego, że mogę być head coachem. Powiedziałem to trenerowi Tabakowi, że zrobię wszystko, aby w przyszłości nim być. Nadarzyła się okazja i jestem.

Rozmawiał pan ostatnio z trenerem Tabakiem? Usłyszał trener gratulacje?

– Trener Tabak wiedział, że niebawem zostanę pierwszym trenerem, już w momencie, gdy odchodził z Zielonej Góry. Rozmawialiśmy i powiedział, że mam jego pełne wsparcie i zawsze mogę na niego liczyć. Nie ukrywam, że radzę się w niektórych aspektach. Powiedział mi, że na początku nie będę miał problemów, ale gdy już przyjdą, to mam do niego dzwonić.

King Szczecin będzie pana autorskim zespołem, czy znajdziemy w nim trochę trenera Uvalina, Filipovskiego i Tabaka?

– Wiadomo, że będąc asystentem, podpatrujesz trochę to, co oferuje pierwszy trener. Starasz się unikać tego, co słabe i nie chcesz powielać błędów. Przez lata miałem okazję pracować z różnymi trenerami. Niedawno Artur Gronek, z którym spotkałem się w Zielonej Górze, powiedział w jednym wywiadzie, że spodziewa się trochę Tabaka i trochę Taylora. Filipovskiego nie, bo on był nieco dalej. Może tak być, ale przede wszystkim zależy mi na autorskim projekcie. Chcę pewne rzeczy powielić, ale też skorzystać z własnej wiedzy.

Jaki ma być ten pomysł i jakiego Kinga mamy się spodziewać?

– Ameryki nie odkryję. Agresywna obrona na całym boisku, pick and rollu i każdym aspekcie koszykówki. Mamy zdobywać jak najwięcej łatwych punktów. Niby to prosta rzecz, ale wymaga ogromnej determinacji. Mojej i zespołu.

Mówiliśmy o polskiej rotacji. Kuba Schenk ma znakomity początek sezonu. Świetnie zna pan Filipa Matczaka. To mają być liderzy Kinga w tym sezonie?

– Nie chciałbym mówić o liderach. Kacper Borowski, Paweł Kikowski i Mateusz Bartosz też są pełnoprawnymi zawodnikami w polskiej rotacji. Do tego dochodzą młodzi Michał Kroczak i Michał Marek. Lubię pracować z polskimi zawodnikami, a oni mogą liczyć na to, że będą mieć moje wsparcie na boisku. Kuba i Filip to wyróżniający się polscy koszykarze, ale nie chcę szukać na siłę liderów. Oni mają się sami wykreować. Podczas treningów, meczów i w szatni.

Już w drugim spotkaniu zmierzy się pan ze Śląskiem Wrocław. Zaskoczył trenera powrót Andreja Urlepa do Polski? Czego się pan spodziewa po jego zespole?

– Na pewno zaskoczył, bo trenera Urlepa dawno nie widzieliśmy w naszej lidze. Z pewnością ma wiele energii, bo zdążył odpocząć i nabrać sił. Czego się spodziewać? Szczerze powiem: nie wiem. Pracowałem z nim pół roku i nie jestem w stanie powiedzieć, co mogę zobaczyć w wykonaniu jego drużyny. Wiem, że zmiana trenera na pewno podziała motywująco na zespół Śląska. Ciężko jest cokolwiek zmienić w dwa lub trzy treningi. Na pewno trener Urlep da swojemu zespołowi wiele energii. Widziałem, że koszykarze Śląska mieli dość pracy poprzedniego szkoleniowca. Można było to zaobserwować nie tylko po wynikach, lecz również po mimice twarzy oraz ich reakcjach. Pewne rzeczy się widzi. Nie jestem w stanie powiedzieć, czego można się spodziewać po trenerze Urlepie…

Na koniec zapytam pana o reprezentację Polski. Boli trenera brak nominacji do sztabu Igora Milicicia?

– Życie jest takie, że możemy coś robić i planować, a potem i tak wszystko zostanie zweryfikowane. Tak miało być. Skupiam się teraz na pracy klubowej. Na reprezentację jeszcze przyjdzie czas!

Rozmawiał Jakub Kłyszejko – sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-10-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved