Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Anna Makurat: Nie wywołuję w sobie niepotrzebnej presji

Anna Makurat: Nie wywołuję w sobie niepotrzebnej presji

fot. fiba.basketball

– Zawsze na pierwszym miejscu stawiam sobie cele zespołowe. Jako sportowiec dążę do tego, żeby wygrać. Indywidualnie chcę się dalej rozwijać i z każdym dniem stawać się lepszym zawodnikiem. Chcę pracować nad swoimi słabymi stronami i udoskonalać mocne, by każdego dnia iść do przodu – mówi nowa koszykarka Enei Gorzów Wielkopolski, Anna Makurat.

Dlaczego zdecydowałaś się na transfer do Gorzowa? Czym do gry w AZS-ie przekonał cię trener Maciejewski?



Anna Makurat:Pod koniec sezonu NCAA zdecydowałam, że chcę rozpocząć profesjonalną grę w koszykówkę. Pojawiła się myśl, żeby wrócić do Polski, poukładać wszystkie sprawy i przygotować się do seniorskiego grania. Cieszy mnie fakt, że wracam do ligi, którą bardzo dobrze znam i wiem czego mogę się po niej spodziewać. Dostałam wiele propozycji, ale po rozmowie z trenerem Maciejewskim uznałam, że Gorzów to w tej chwili najlepsze dla mnie miejsce. Taki dobry, nowy początek po powrocie z USA. AZS od zawsze buduje mocne zespoły i bije się o czołowe miejsca w lidze. Jestem podekscytowana i już nie mogę się doczekać początku sezonu. Mam nadzieję, że sprawimy w nim niespodziankę.

Co sportowo dały ci te dwa lata gry w NCAA? Jak można ocenić poziom tych rozgrywek w porównaniu do polskiej ligi?

– Myślę, że przede wszystkim były to dla mnie dwa niesamowite lata nauki. Rozwinęłam się jako sportowiec, ale również jako człowiek. Przez dwa sezony dostawałam cenne wskazówki od trenerów, które na pewno będą towarzyszyły mi w dalszej części mojej kariery. Co więcej zrozumiałam, że rozwijanie się koszykarsko i mentalnie powinno iść w parze, gdyż twoja “głowa” jest tak samo ważna jak poziom umiejętności. Pewność siebie i wiara we własne możliwości jest kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie, dlatego według mnie była to najcenniejsza lekcja, którą dostałam za oceanem. Jeżeli chodzi o różnicę miedzy NCAA, a EBLK uważam, że Amerykanie są mistrzami marketingu i budowania wizerunku swoich liderów. Tam zobaczyłam jaka jest to wielka machina i biznes. Dlatego cieszę się, że miałam szanse to zobaczyć z pozycji tak prestiżowego zespołu. Poziom sportowy jest bardzo wysoki, ale trudno go porównać do lig zawodowych, ponieważ trzeba pamiętać, że gra w NCAA jest nadal procesem szkolenia.

Jak wygląda połączenie nauki ze sportem?

– Studia i gra w koszykówkę w USA to dwa nierozerwalne elementy. Jako student-athlete jesteś zobowiązany, aby zdać określona liczbę przedmiotów w danym semestrze, żeby być dopuszczonym do rozgrywek NCAA. Ta dodatkowa presja powoduje, że jako zawodnik musisz być bardzo systematyczny i zdyscyplinowany. W ramach ciekawostki, mogę zdradzić, że przed każdym wieczornym meczem wyjazdowym, w hotelu musieliśmy  uczestniczyć w obowiązkowym, dwugodzinnym “Study hall”. Działo się tak również podczas turnieju finałowego w San Antonio.

Z perspektywy tych dwóch lata decyzja o wyborze UConn była dobra?

– Zdecydowanie tak i nigdy nie będę jej żałować. Jestem bardzo szczęśliwa, że dostałam taką szansę i z niej skorzystałam. Gra dla takiego uniwersytetu to spore wyróżnienia, bo wystarczy spojrzeć jakie koszykarki w historii tam grały. Praca pod skrzydłami trenera Geno Auriemma-ya to spełnienie moich dziecięcych marzeń. Zawsze będę wdzięczna za każdą lekcje, którą tam otrzymałam.

Powiedziałaś do widzenia, czy do zobaczenia USA?

– Zdecydowanie chciałabym powiedzieć do zobaczenia.

Kim jest Ania Makurat? Jakie są jej najmocniejsze strony jako koszykarki?

– Ania Makurat jest przede wszystkim Anią Makurat (śmiech) Porównywano mnie już do Agnieszki Bibrzyckiej, czy Diany Taurasi. Szczerze mówiąc wszelkie takie porównania trochę mnie denerwują. Jest to oczywiście bardzo miłe, ale poprzestańmy na tym, że chce być po prostu sobą. Wracając do pytania o moje mocne strony. No cóż. Uważam, że jestem bardzo dobrym graczem zespołowym . Lubię dzielić się piłką i stwarzać dobre sytuacje dla koleżanek. Potrafię być bardzo kreatywna w tym aspekcie. Dodatkowo jestem dobrym strzelcem i lubię wyzwania.

Stawiasz sobie jakiś cel indywidualny na ten pierwszy zawodowy sezon po powrocie z USA?

– Zawsze na pierwszym miejscu stawiam sobie cele zespołowe. Jako sportowiec dążę do tego, żeby wygrać. Indywidualnie chcę się dalej rozwijać i z każdym dniem stawać się lepszym zawodnikiem. Chcę pracować nad swoimi słabymi stronami i udoskonalać mocne, by każdego dnia iść do przodu.

Określenie największy polski talent, które pojawia się w mediach, w słowach ekspertów, czy trenerów pomaga, czy przeszkadza?

– Podchodzę do tego bardzo spokojnie. Nie wywołuję w sobie niepotrzebnej presji. Wychodzę na boisko i robię swoje. Nie robię nic na pokaz, nic nikomu nie muszę udowadniać. To są opinie innych ludzi. Ludzie się zmieniają i ich opinie również. Najważniejsze jest to co myślimy sami o sobie.

Twoja gra to jest talent, czy praca?

– Od dziecka powtarzano mi, że talent to tylko 10%. Przez lata nauczyłam się stawiać wysokie cele i ciężką pracą do nich dążyć. Wiem, że w tym wszystkim trzeba mieć wiele pokory i szczęścia, ponieważ i tak koniec końców nie wszystko zależy od nas. W Stanach nauczyłam się, że najważniejsze jest “tu i teraz” oraz, że najważniejsza jest radość z drogi, którą przebywamy.

 

źródło: azsajpgorzow.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Basket Liga Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-05-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2022 Strefa Koszykówki All rights reserved