Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Aleksander Dziewa: System jest bardzo obszerny, ale trzeba się wszystkiego nauczyć

Aleksander Dziewa: System jest bardzo obszerny, ale trzeba się wszystkiego nauczyć

fot. Wojciech Cebula/WKS Śląsk

Aleksander Dziewa jest jednym z czterech koszykarzy, którzy będą mieli w tym tygodniu okazję zadebiutować w reprezentacji Polski w meczach eliminacji mistrzostw Europy z Hiszpanią i Rumunią. Podkoszowy Śląska Wrocław to były szachista, jest także ubiegłorocznym absolwentem Wydziału Budownictwa Lądowego i Wodnego Politechniki Wrocławskiej.

To pana pierwszy pobyt na zgrupowaniu pierwszej reprezentacji. Była trema na początku? Jak pana przyjęli koledzy?



Aleksander Dziewa:Bez dwóch zdań była trema i stres przed pierwszym spotkaniem z resztą zawodników. Zostałem przyjęty dobrze i z każdym zamieniłem kilka słów. Niewielu graczy znałem wcześniej. Byłem kiedyś w kadrze B z Jakubem Garbaczem i w młodzieżowej reprezentacji z Marcelem Ponitką.

Początki z taktyką trenera Mike’a Taylora były trudne? Jego playbook uchodzi za wyjątkowo pojemny.

– Na razie przeszliśmy przez same tranzycje, których już jest w bród. System jest bardzo obszerny, ale trzeba się wszystkiego nauczyć. Różni się to od tego, co znam ze Śląska, nazewnictwo jest inne i bardziej rozbudowane.

A trener Taylor też różni się od znanego panu z Wrocławia trenera Olivera Vidina?

– Zdecydowanie. Widać, że to bardziej szkoła amerykańska o pozytywnym podejściu, nie mogę powiedzieć złego słowa na jego temat. Trener Vidin to bardziej serbska szkoła i twardsza ręka.

Był pan już blisko zaproszenia na zgrupowanie w listopadzie, ale wtedy dzień przed wylotem do Hiszpanii dowiedział się pan, że nie musi jednak przyjeżdżać. Był duży żal?

– Żal to może złe słowo. Faktycznie wtedy delikatnie się nastawiłem na to, że pojadę i byłem rozczarowany, ale ostatecznie rozumiałem decyzję trenera.

Teraz brakuje Damiana Kuliga, o którym mówił pan, że się na nim wzoruje. Szkoda?

– Tak się niestety złożyło. Stylem gry jesteśmy z Damianem podobni. Jego tym razem nie ma, ale z drugiej strony to też otwiera większą szansę na debiut i minuty dla mnie.

Jak pewnie w każdym wywiadzie z panem chciałbym poruszyć temat szachów, którymi zajmował się pan jako nastolatek. Czy ktoś z kadrowiczów pytał pana o ten temat? W trakcie poprzedniego zgrupowania można było na zdjęciach zobaczyć, że niektórzy grają.

– Nie, nikt nie pytał. Z tego co pamiętam to na tych zdjęciach byli m.in. Tomasz Gielo i Kamil Łączyński, którzy teraz są nieobecni.

A jak to wygląda w klubie?

– Zdarzają się ludzie, którzy znają ruchy i to wszystko, żadnej większej strategii. Jedynie z trenerem Vidinem grałem na poważnie, trochę na ten temat wiedział.

Na fali popularności serialu „Gambit królowej” zainteresowanie szachami wśród kolegów pewnie się zwiększyło.

– Zdecydowanie. Zawodnicy i trenerzy dopytywali, co o nim sądzę. Chcieli wiedzieć, jak bardzo realistyczny jest serial i rozgrywane w nim partie. Realizm jest na wysokim poziomie, bo przy produkcji serialu był zatrudniony były mistrz świata Garri Kasparow, który sam wybierał partie i ich przebieg.

Czy szachy pomagają w jakikolwiek sposób w karierze koszykarskiej? Czy są to dwa kompletnie różne światy?

– Raczej nie ma punktów wspólnych. Może jedynie przy nauce zagrywek z kartki. Doświadczenie szachowe daje wyobraźnię i pomaga narysować sobie wszystko w głowie. Poza tym różnice są zdecydowane. W koszykówce trzeba podejmować szybkie decyzje w ułamku sekundy, w szachach jest dużo czasu na jeden ruch.

Nie żałował pan nigdy, że nie został przy szachach?

– Nie żałowałem. Ostatni mecz zagrałem o awans do półfinału mistrzostw Polski. Wygrałem, ale na te zawody już nie pojechałem. Odkąd odkryłem koszykówkę to jestem w 100% skupiony na tej dyscyplinie. Czasem z sentymentu biorę udział w turnieju online.

Jest pan skupiony na koszykówce, ale jeszcze w poprzednim sezonie łączył pan treningi ze studiami. I to nie takimi, na których był pan tylko formalnie. Rzadki przypadek u koszykarza.

– Trzeba było poświęcić dużo czasu i pracy, by zostać inżynierem. Realizowałem dzienne studia na Politechnice Wrocławskiej i nie miałem nawet indywidualnego toku nauczania. Wszystko sobie jakoś połączyłem, uzyskałem tytuł inżyniera i jestem bardzo zadowolony, że udało się to pogodzić. Pracę związaną z geotechniką i hydrotechniką kończyłem na obozie GetBetter. Zamiast spać między treningami, uczyłem się do obrony. Temat dotyczył zabezpieczenia wykopu pod garaż podziemny.

Chce pan w najbliższym czasie zająć się pracą związaną z kierunkiem studiów?

– To ewentualny plan B na przyszłość. Zobaczymy, jak się ułoży moja kariera koszykarska, czy będę miał problem z kontuzjami, gdzie będę grał.

Na razie ma pan umowę ze Śląskiem, którą w grudniu przedłużył pan do końca sezonu 2022/2023. Jest pan zdecydowany zostać we Wrocławiu tak długo?

– Mam opcję wykupu po każdym roku. Jestem zadowolony z dotychczasowej współpracy ze Śląskiem. W moim zamyśle było tak, że jeśli będę chciał zmienić pracodawcę, to niech to będzie jakiś dobry klub poza Polską. I myślę, że jeśli pojawi się taki zainteresowany, to nie będzie miał problemu z zapłaceniem odstępnego.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved