Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Agnieszka Szott-Hejmej: Koszykówka nauczyła mnie szacunku do ciężkiej pracy

Agnieszka Szott-Hejmej: Koszykówka nauczyła mnie szacunku do ciężkiej pracy

fot. Łukasz Żuchowski

Agnieszka Szott-Hejmej jako jedyna polska koszykarka znalazła się w Enea ALL STARS TEAM, czyli takim „dream team” gorzowskiego AZS-u. Zapraszamy na wywiad z gorzowianką, w którym wróciliśmy do początków kariery, planów na przyszłość i nowej koszykarskiej miłości.

Zostałaś wybrana przez kibiców najlepszą niską skrzydłową w historii AZS-u. To chyba bardzo miłe uczucie, że kibice pamiętają po tylu latach twoją grę w Gorzowie?



Agnieszka Szott-Hejmej: – Tak. To bardzo miłe i czuję się bardzo doceniona za to, że kibice pamiętają ile serca i zdrowia zostawiłam dla Gorzowa. Szczególnie, że mieli do wyboru o wiele lepsze zawodniczki, z wyższej półki niż ja.

Śmiałaś się, że gra u boku Sharnee Zoll to takie twoja marzenie. Faktycznie, to najlepsza rozgrywająca w Polsce z którą chciałbyś grać?

– Tak, zawsze ją podziwiałam, kiedy grała w Polsce. Nawet śmiałam się, że można mnie dopisać do grona jej fanów. Bardzo podobało mi się jak ustawiała drużynę, jak potrafiła dobrze odczytać błędy zawodników w obronie, jak motywowała drużynę. Kiedyś takim zawodnikiem była Beata Szamyjer, Helena Rutkowska, czy Sylwia Wlaźlak. Prawdziwy generał na boisku i poza nim. Każdy na boisku był ważny i czuł, że jest potrzebny. Nigdy nie miałam szansy, aby grać z nią w jednej drużynie, ale Zoll podziwiałam za umiejętności, inteligencję i charakter.

Wróćmy do tych początków z koszykówką. Jak to się stało, że postawiłaś na basket? Początki chyba łatwe nie były i nos bolał?

– Początki były trudne, ale nie zraziły mnie. Na pierwszym treningu złamałam nos, ale w ogóle nie zniechęciło mnie to… Tydzień później dołączyłam do klasy sportowej w SP 13, którą wtedy prowadził Jerzy Stańko. To on wypatrzył mnie, zaprosił na trening i uczył pierwszych kroków koszykówki. Jestem mu bardzo wdzięczna, że zauważył we mnie potencjał i zaraził mnie miłością do koszykówki.

Jak wyglądała współpraca z trenerem Maciejewskim. Był płacz, było ciężko, ale sama kiedyś powiedziałaś, że teraz bardzo to doceniasz, bo ta nauka ukształtowała ciebie jako koszykarkę?

– Do trenera Maciejewskiego trafiłam pod koniec klasy 6 SP. Zaprosił kilka dziewczynek z naszej drużyny, aby dołączyły do drużyny juniorek. Od razu spodobały mi się treningi oraz rezultaty, które można było zauważyć w krótkim czasie. Trener Darek nauczył mnie wykorzystywać technikę w koszykówce, być wszechstronnym zawodnikiem, walczyć do końca, nie poddawać się, wierzyć w siebie i w drużynę. Szanować siebie nawzajem, pomagać sobie…Kochać koszykówkę w każdym jej elemencie. Myślę, że dlatego stworzyłyśmy w tamtych latach tak dobrą drużynę, bo nauczyłyśmy się być jednym kolektywem, bez względu czy ktoś kogoś lubił czy nie. Każdego dnia bombardował nas masą nowych rzeczy, nowych ustawień, nowych taktyk, nowych zagrań. Ten czas pamiętam jako intensywną pracę z uśmiechem lub łzami. Czasami przychodziły ciężkie chwile, kiedy człowiek wracał do domu i zastanawiał się po co to wszystko… Jednak miałam to szczęście, że trenowałam ze wspaniałymi dziewczynami, kiedy ktoś miał zły dzień reszta grupy reagowała.

Największe wspomnienie z gry w Gorzowie? Taki mecz, który pamiętasz do dzisiaj.

– Buzzer beater z Bydgoszczą (śmiech) Tak na serio pamiętam wiele wspaniałych meczów i wiele sukcesów, które osiągnęłam razem z drużyną grając w Gorzowie. Wliczając w to czasy kiedy grałam w kadetkach, juniorkach, seniorkach, czy w kadrze. Każdy taki mecz popychał mnie do przodu i motywował do większej pracy.

Powroty do Gorzowa, już jako przeciwnik były trudne. Jak się gra po tej drugiej stronie?

– Pierwszy rok był trudny. Zazwyczaj chciałam dobrze zagrać, pokazać się, ale efekt był odwrotny. W kolejnych latach podchodziłam już do tego na spokoju. Kiedyś ktoś powiedział mi taką fajną myśl, aby nie nakręcać się w tego typu meczach. Kibice nie przychodzą po to, aby cieszyć się z tego jak źle grałaś, ale żeby zobaczyć zawodnika, który wychował się w tym mieście, którego pamiętają jak zaczynał i jak się rozwijał. Tylko swoją dobrą grą możesz podziękować im za wsparcie i doping, który kiedyś otrzymałaś. Do dzisiaj staram się o tym pamiętać i przed każdym meczem przypominać sobie o tym.

Jesteś już bardzo doświadczoną koszykarką, wiec zapytam o przyszłość. Wiem, że w planach jest trenowanie dzieci. Jaki jest twój pomysł na rozwój koszykarek i format EBLK, by na poziomie seniorskim reprezentacja była silnym zespołem?

– Po pierwsze należy poprawić szkolenie dzieci i młodzieży. Po drugie Polki muszą grać. Jeśli Polki będą grać, nabierać doświadczenia to będą sukcesy reprezentacji. Jeśli będą sukcesy reprezentacji będzie lepsze szkolenie. Od czegoś trzeba zacząć. Niestety w ekstraklasie trenerzy wymagają, aby taki zawodnik miał już umiejętności na ekstraklasę. Łatwiej jest wyliczać kto co nie umie, narzekać, niż zabrać zawodnika na hale i popracować indywidualnie. W koszykówce i każdej innej dyscyplinie powinni pracować ludzie z pasją i miłością, aby zarażać tym dzieci i młodzież. Ja na swojej drodze takie osoby spotkałam i jestem im wdzięczna za każdy czas, który poświęcili mi, za każdą wskazówkę jaką mi dali.

Taka twoja nowa miłość to koszykówka 3×3. Co jest pięknego w tym sporcie?

– Najpiękniejsze w tym sporcie jest to, że po jednym meczu jesteś w euforii, po drugim masz depresję, a po trzecim kochasz wszystkich dookoła (śmiech) Tak na serio podoba mi się to, że każdy zawodnik musi się ruszać, nie ma stania po rogach, liczy się każda sekunda akcji i nie ma czasu na odpoczynek. Trzeba grać przodem tyłem do kosza, rzucać, mijać, blokować, czyli wszystkie te elementy koszykówki można zobaczyć w 30 sekund. 3×3 rozwija umiejętności gry 1×1 w ataku i w obronie. Uczysz się decyzyjności na boisku oraz wzrasta twoja pewność na boisku. Myślę, że jakby ktoś wymyślił koszykówkę na rowerach, w wodzie czy na lodzie też bym spróbowała, byle była piłka i kosz (śmiech). Zapomniałam dodać najważniejszy aspekt, że w tym roku koszykówka 3×3 stała się dyscyplina olimpijska. Droga, aby dostać się na IO i wywalczyć eliminacje jest łatwiejsza niż kwalifikacje na ME 5×5.

Za chwilę zaczniesz 25 sezon gry. Co dała Ci koszykówka i co ukształtowała w twojej osobowości?

– Tak, to taki mój mały, wewnętrzny jubileusz, po którym uważam, że byłoby dobrze zakończyć. Koszykówka dała mi bardzo wiele. Poczucie własnej wartości. Ukształtowała mnie jako osobę otwartą i pozytywnie nastawioną do ludzi. Nauczyła mnie szacunku do ciężkiej pracy, do respektowania innych potrzeb w drużynie oraz, że nie jestem pępkiem świata (śmiech) Dzięki koszykówce poznałam wiele wspaniałych osób.

Jakbyś teraz miała taką możliwość wrócić i zmienić coś w swojej karierze. Co to by było?

– Wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Nic nie zmieniłabym, mogłabym nie poznać ważnych dla mnie osób, a byłaby to dla mnie wielka strata. Wszystko, co spotkało mnie na mojej drodze, ukształtowało mnie jako człowieka i nauczyło mnie wielu rzeczy. Niczego nie żałuję i niczego nie chciałabym zmienić.

Jesteś jedną z najpopularniejszych i najładniejszych koszykarek w Polsce. Jak się z tym czujesz? Były sesje, te mniej i bardziej odważne. Czy uroda daje też jakieś plusy na boisku?

– Uroda nic nie daje, kiedy walczy się o punkty w wygranym meczu, ale umiejętności tak. Urodę traktuje jako dodatek, ale na dzień dzisiejszy w niczym mi jakoś nie pomogła. Chyba, że zdanie egzaminu na studiach się liczy?

Agnieszka za 15 lat… Co robi, kim jest?

– Za 15 lat chciałabym być szczęśliwą, zdrową mamą trójki dzieci, mieć swoją Akademię Koszykówki, w której będę mogła pracować z dziećmi i młodzieżą oraz prowadzić swoją firmę z marką odzieżową. Jeszcze kilka planów mam ale… Nie wiem, czy mi starczy czasu.

źródło: www.azsajpgorzow.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Basket Liga Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-05-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved