Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Bitwa o play-off trwa, ważne zwycięstwo Spurs

NBA: Bitwa o play-off trwa, ważne zwycięstwo Spurs

fot. nathaniel-s-butler/https://news4sanantonio.com/

Od początku wznowionych rozgrywek w NBA było wiadomo, że najciekawsze wydarzenia będą miały miejsce na dole tabeli – tam gdzie rozstrzygać się będą losy awansu do play-off. W zakończonej właśnie serii meczów kluczowe było spotkanie Spurs i Grizzlies. Zwycięstwo San Antonio oznacza, że awansowali oni póki co na miejsce dziewiąte, a zarazem zmniejszyli na tyle dystans do Memphis, że spełniają warunek, umożliwiający dodatkowe mecze o udział w decydującej fazie. 

Tymczasem w coraz trudniejszej sytuacji są Czarodzieje, którzy podobnie jak Spurs mieli szansę zmniejszyć dystans do rywali na ósmym miejscu, grając z nimi bezpośredni mecz. Im się jednak ta sztuka nie udała.



Mimo osłabionego składu Wizards chcieli pokazać się od początku, jako drużyna, która nie zrezygnowała z awansu do play-off. Dzięki Thomasowi Bryantowi Troyowi Brown Jr. szybko osiągnęli sporą przewagę. Równie szybko ją jednak roztrwonili i dwa udane rzuty  Chrisa Chiozzy pod koniec kwarty dały prowadzenie Nets. Nie złamało to Czarodziejów, którzy wciąż wierząc w pomyślne zakończenie meczu, doprowadzili do remisu w drugiej kwarcie, mimo że na minutę przed jej zakończeniem przegrywali jeszcze 6 punktami. W trzeciej partii koszykarze z Waszyngtonu osiągnęli minimalną, dwupunktową przewagę. Jeszcze na cztery minuty przed zakończeniem meczu wynik był sprawą otwartą. Później jednak Chris LeVert włączył drugi bieg i pozbawił złudzeń rywali.

Washington Wizards – Brooklyn Nets 104:112
(21:24, 33:30, 31:29, 19:29)

Najwięcej punktów:
Thomas Bryant (WSH) – 30
Caris LeVert (BKN) – 34


Celtowie zajmują na razie bezpieczną, trzecią pozycję w konferencji, natomiast Trail Blazers walczą w grupie pościgowej, aby mieć możliwość gry o play-off. Najwidoczniej jednak stawka meczu nieco sparaliżowała graczy z Portland. Boston szybko osiągnął przewagę, głównie za sprawą dobrej gry Kemby Walkera. Po pierwszej kwarcie Celtowie prowadzili 13 punktami, a w drugiej dołożyli kolejne 6 i komfortowo mogli czekać na drugą połowę meczu. Dopiero wtedy obudzili się Blazers, rozpoczynając szaleńczą pogoń. Jusuf Nurkic Damien Lillard dwoili się i troili na boisku, doprowadzając do remisu na początku czwartej kwarty, a na niemal 8 minut przed końcem meczu Lillard celnym rzutem wyprowadził Blazers na czteropunktową przewagę. To jednak był koniec popisów Portland. Celtowie wzięli się do gry, odrobili stratę i w końcówce rozstrzygnęli losy meczu na swoją korzyść.

Portland Trail Blazers – Boston Celtics 124:128
(24:37, 24:30, 38:27, 38:34)

Najwięcej punktów:
Jusuf Nurkic (POR) – 30
Jayson Tatum (BOS) –34


Spurs wiedzieli przed meczem z Grizzlies, że tylko zwycięstwo da im nadzieję na pobicie rekordu awansów do play-off z rzędu. Pokazali to od początku spotkania, osiągając 6 punktów przewagi w pierwszej kwarcie. Świadomość stawki tego spotkania mieli jednak również koszykarze z Memphis. Nie pozwolili mocno odskoczyć rywalom, odrabiając punkt w drugiej odsłonie. Dobra gra Jo Moranta Jarena Jacksona Jr. to było jednak za mało na solidnie pracujący cały zespół Ostróg. Ostatnia odsłona meczu rozpoczynała się od dziewięciopunktowego prowadzenia San Antonio. Grizzlies zaciekle gonili wynik i dopięli swego. Jackson na 10 sekund przed końcem meczu trafił „trójkę” i doprowadził do remisu. Później jednak na linii rzutów osobistych stanął  DeMar DeRozan, który nie trafił dwóch poprzednich wolnych. Tym razem nie spudłował żadnego, a w ostatniej akcji meczu, decydujący rzut spudłował Jackson i wygrana Spurs stała się faktem.

San Antonio Spurs – Memphis Grizzlies 108:106
(31:25, 28:29, 26:22, 23:30)

Najwięcej punktów:
Dejounte Murray (SA) – 21
Ja Morant (MEM) –25


Mecz Kings i Magic to było kolejne spotkanie, które dla obu drużyn było ważne w kontekście play-off. Sacramento walczy o dziewiąte miejsce i prawo starcia z Memphis o decydującą fazę, a Orlando próbuje tego samego uniknąć, broniąc siódmego miejsca przed Nets. Od początku widać było, że swój cel bardziej chcą osiągnąć Magicy. Trójka Terrence Ross, Aaron Gordon i Nicola Vucevic rozmontowali obronę Kings i po pierwszej kwarcie prowadzili już 18 punktami. W drugiej Orlando dołożyło jeszcze sześć, a w trzeciej kolejne dziewięć. Nie było wątpliwości kto wygra ten mecz. Magic się rozluźnili i pozwolili porzucać rywalom w ostatniej odsłonie. Mimo, że przegrali ją 19 punktami, to wciąż na ich koncie pozostawało 16 punktów przewagi i takim dystansem zakończyło się to spotkanie.

Sacramento Kings – Orlando Magic 116:132
(26:44, 28:34, 24:35, 38:19)

Najwięcej punktów:
Harry Giles III (SAC) – 23
Terrence Ross (ORL) – 25


Bucks niespiesznie zmierzają ku wygranej w konferencji. Wciąż jakiś kataklizm mógłby ich tego pozbawić, ale nie oszukujmy się, jest to raczej niemożliwe. Dużo bardziej zmotywowani do zwycięstw są Rockets. W ich części tabeli Konferencji Zachodniej jest bardzo ciasno, a losy miejsc od trzeciego do szóstego są wciąż sprawą otwartą. W przypadku zwycięstwa przeciwko Kozłom, Houston mogło przeskoczyć Jazz na czwartej pozycji i to im się udało. Teraz mogą atakować trzecią lokatę, na której znajdują się Mavericks. Problemem Rakiet jest krótka ławka rezerwowych, ale dopóki pierwsza piątka spisuje się tak, jak w meczu przeciwko Milwaukee, a Russel Westbrook Jamesem Hardenem będą na zmianę ciągnąć ten wózek, to Rockets mogą być spokojni o wyniki. Jeszcze bowiem na trzy minuty przed końcem meczu nic nie wskazywało na sukces Houston. Bucks prowadzili 112:104 i wtedy po raz kolejny do akcji wkroczył Westbrook, który niemal w pojedynkę przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Rakiet.

Milwaukee Bucks – Houston Rockets 116:120
(29:32, 25:30, 36:27, 26:31)

Najwięcej punktów:
Giannis Antetokounmpo  (MIL) – 36
Russell Westbrook (HOU) –31


Dallas raczej skończy sezon zasadniczy na siódmym miejscu w konferencji. Phoenix musi wciąż walczyć w grupie o dziewiątą lokatę, żeby w ogóle myśleć o play-off. Na razie Słońca są najdalej od tego celu z całego peletonu drużyn, ale nie poddaje się. Pierwsze dwie kwarty w meczu z Mavs były co prawda słabe w wykonaniu Suns (w sumie dali odskoczyć Dallas na 13 punktów), ale później było już znacznie lepiej. Devin Booker, Ricky Rubio Frank Kaminsky zrobili co do nich należało i w trzeciej kwarcie niemal zmietli Mavs z parkietu, wychodząc na czteropunktowe prowadzenie. Przewagi nie oddali już do końca, mimo że Dallas walczyło i zdołało zmniejszyć rozmiar porażki do dwóch punktów.

Dallas Mavericks – Phoenix Suns 115:117
(35:23, 38:37, 19:36, 23:21)

Najwięcej punktów:
Luka Doncic (DAL) – 40
Devin Booker (PHO) – 30


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved